Sen trzydziesty drugi – Tytuł nieznany
Witam.
Długa to była przerwa, ale w końcu znalazłam chwilę i wystukam dla Was sen. Śniłam go dawno, spisałam go na kartce i doczekał się na swój czas. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię snów, w których wstępują osoby z mojej najbliższej rodziny. A w dodatku nie są szczęśliwe i ja po takim śnie mam traumę. Wolę sny nawet najbardziej krwiste i straszne, ale tylko wtedy gdy dotyczą mnie samej. Jeśli dzieje się coś nie dobrego komuś kogo kocham, jestem zmasakrowana psychicznie. I ta cholerna niemoc. Posłuchajcie.
Sen trzydziesty pierwszy – Skóra
Witam :)
Nie będzie opowieści, do których Was przyzwyczaiłam, żadnych przygód. Nie będzie biegania, błądzenia i szukania. Gdybyście mnie zahipnotyzowali, pewnie jakaś fabuła by się pojawiła, ale niestety nie ma takiej opcji. Musi Wam wystarczyć to co tu wystukam.
Sen trzydziesty – tytułu brak
Hej! Jestem, bo dawno mnie nie było :) Będzie krótko, treściwie i bez finału. Ale będzie!
Sen dwudziesty dziewiąty – Wycieczka
Jest 5:57, niedzielny poranek. O tej porze normalni ludzie śpią w najlepsze, ale nie ja. Nie wiem kto ustawił mi zegarek “w głowie”, ale on notorycznie budzi mnie przez siedem dni w tygodniu o godzinie 5:00. Rozumiem w tygodniu, ale w niedzielę? Po co? Pytam się jeszcze raz – po co?! Jedynym plusem dzisiejszej pobudki jest to, że udało mi się posklejać sen, który nawiedził mnie dzisiejszej nocy. Oto on!
Sen dwudziesty ósmy – Meduzy
Sorki za taką długą ciszę. Tłumaczyć się nie będę, bo nie wiem jak, a zresztą i po co. Głowa już chyba nie ta, a pamięć moja tonie w oceanie atrofii. Ale pociskam pierdoły, nie? Nadal pamiętam z nocnych “podróży” tylko strzępki obrazów, bez składu i ładu. Mogłabym pisać o towarzyszących im uczuciach, bo te cały czas krążą w głowie jak tylko wyświetlę sobie w myślach choćby jeden malutki kadr ze snu. Nie zrobię jednak tego, bo jestem jeszcze za cienka w pisaniu i nie potrafiłabym ogarnąć tak trudnych sfer. Dzisiaj zapamiętałam troszeczkę więcej, ale to nie to co kiedyś. Jeśli chcecie, poczytajcie. Zapraszam na krótką wyprawę. Czytaj resztę wpisu »
Nie sen.
Czy Wy wiecie, która jest godzina? Jest 06.25!!! I nie jest to poniedziałek lub środa, jest pieprzona niedziela!!! Czekałam na nią cały tydzień i robię to 52 razy do roku. Nie, nie oczekiwałam jej ze względu na obrządki kościelne, od tego trzymam się z daleka. Niestety instytucja kościoła wchodzi mi co niedziela “w butach” przez okno do sypialni. Cały tydzień walczysz o przetrwanie, wstajesz rano i idziesz dołożyć “cegiełkę” w budowę kraju, co ja mówię – PUSTAKA! Ciułasz na ZUS, podatki i inne obowiązkowe “przyjemności”, ale tydzień tak ktoś skonstruował, że masz biedaku jeden dzień na regenerację. Cieszysz się jak dziecko z zabawki, jak robal z okruszka pozostawionego w kuchni i jak ksiądz z pełnej tacy. Nie wiesz jak zaplanować sobotni wieczór, kombinujesz, dzwonisz po znajomych, wysyłasz sms’y z krótkim zapytaniem – “Piwko?”. Jesteś zmęczony po całym tygodniu harówki, ale poświęcasz się dla tej chwili, dla tych paru godzin spędzonych ze znajomymi. Jesteś zwierzęciem stadnym, musisz to robić. Wiesz przecież, że nie masz obowiązku na drugi dzień wstawać raniutko do pracy, jest przecież niedziela. MUSISZ!!!! I to nie o 7.00, ale o 5.30! Jestem w stanie zrozumieć większość rzeczy, nie wszystko – wszystkiego się nie da. Ale bicie dzwonów kościelnych o 5.30 w niedzielę?! To chyba lekkie przegięcie. Jest wiele wyznań na świecie, są przysłowiowi jechowi – nachodzą Cię w domu, potuptają w progu, naopowiadają Ci o następnym końcu świata itp. pierdołach, ale masz ten komfort i możesz zamknąć drzwi. Są sataniści, ale oni sami chowają się przed nami w jakiejś opuszczonej piwnicy, więc ich mamy z głowy. Jest Islam- na razie nami się nie interesują, ale jak już to zrobią to raz a porządnie. Wszyscy istnieją, ale obok, nie przeszkadzają. Natomiast kościół zmusza Cię do coniedzielnego słuchania dzwonów. Wiecie co to znaczy obudzić się o 05.30 w niedzielę słysząc cholerne “bim – bam”? To znaczy, że oczy mogą Ci wyschnąć, bo zaskoczony i przerażony nie wiesz co się dzieje i masz je otwarte przez minutę, a Twoje ciśnienie błyskawicznie wzrasta o 100%. To chore!!! Świat nie poszedł do przodu, Świat się cofa. Mamy XXI wiek – budujemy lasery, latamy w kosmos, konstruujemy wspaniałe maszyny, odkrywamy nowe technologie i niestety budzimy się w niedzielę o 05.30, bo jakiś klecha ma ochotę na “bim – bam”!!! Ale to nie wszystko z tego jakże cudownego poranka. To nie było ostatnie poranne “bim – bam”!!! Dokładnie o 06.00, czyli po tym jak już doszedłeś do siebie po pierwszych dżwiękach, jak już Twoje ciśnienie się ustabilizowało po pierwszym ataku dzwonów, nadszedł atak ponowny. Ten to już miał zasięg. Do dzwonów dołączyli się śpiewający fani, którzy grzecznie szli za swoim idolem (ksiądz), idol ów dzierżył mikrofon i próbował śpiewać. To jakaś masakra – dzwony, piejący ksiądz i wtórujące mu “owieczki”. A to wszystko o 06.00 rano i do tego w niedzielę. Ale spróbuj człowieku postukać młotkiem w swoim mieszkaniu, wywiercić parę dziur, a już masz połowę sąsiadów za wrogów. Lincz gotowy. Ale ksiądz może Cię obudzić w ten jeden, jakże ważny dzień dla Twojego zdrowia psychicznego i nie możesz po prostu zatrzasnąć drzwi i pozbyć się kłopotu. Bo dzwony masz za oknem i nie wiem jak bardzo byś próbował je uszczelnić , nie da rady. Ksiądz – ja 1:0. I tak jest przez cały rok, co niedziela mam pobudkę i automatyczny skok ciśnienia. Dobranoc:)
Sen dwudziesty siódmy – duch?
Nacieszyłam się, nacieszyłam i co? Znowu przerwa była w “produkcji” snów, jak ja Wam spojrzę w oczy? Na przeprosiny mam tylko mały, krótki sen. Dobrze, że jest chociaż taki :) Czytaj resztę wpisu »
Sen dwudziesty szósty – Znaki zapytania
Nie wiem dlaczego, ale mnie to cieszy. Co jest tego przyczyną – nie wiem, ale To również mnie cieszy. Ogólnie uśmiech na mojej fasadzie zagościł, bo gdyż poniewóż ŚNIĘ!!!! Jeeeeeeaaaahhhh!!!!! Wróciłam! I od razu dzielę się tym z Tobą, mój Ty drogi czytelniku. Bądź dzielny i czytaj:) Czytaj resztę wpisu »
Sen dwudziesty piąty – 40 centymetrów nad ziemią
Długo się zastanawiałam, czy aby jest sens wpisywać tak krótki sen, czy taka niedługa podróż może kogoś zainteresować i czy… Coś za dużo tych “czy”. A po co? Po co się głowić, po co stresować, po co analizować. Pisać! Takim moim (pro)motorem jest najbliższa i najukochańsza osoba. Mówi – Pisz! A ja siadam i piszę:) Czytaj resztę wpisu »
Sen dwudziesty czwarty – Dawaj kasę!!!
No witam, witam:)
Jak widać żyję jeszcze, choć jestem już bliska hibernacji. Zima nie tylko zamroziła drzewa, ptaszki i kupy na trawnikach, ale również szarą masę pod moją czaszką. Ku mojemu zaskoczeniu coś dzisiejszej nocy się odblokowało, widać idzie odwilż:) Nie będzie to długa opowieść za jaką tęsknię, ale lepszy wróbel w garści niżby kózka skakała ;)
Poczytajcie, zapraszam:) Czytaj resztę wpisu »